Z czasów Poniatowskiego

Warszawa, 13 grudnia 1777 A.D.

Na Pana Jedynego, jak to piszę przyrzekam, żem się nie spodziewał takiego obrotu spraw. Zacznę jednakowoż od początku, coby należyta kolejność została utrzymana, a i by problemów u potomnych z odczytaniem tejże skromnej karty pamiętnikowej nie było. Przeto ważnym jest, iżby przyszłość narodu polskiego należytą wiedzę posiadła, a nie wyłuskaną z bredni, tudzież złe wnioski wyciągała ze względu na nienależyte spisanie czegokolwiek, co do odczytu jest przeznaczone. Wracając jednakże do rzeczy.
Wstanąwszy o godzinie za piętnaście dwunasta niespecjalnie pamiętałem poprzednią noc. Dlaczegóż to? Ano bale zakrapiane sutą ilością alkoholu dają się we znaki potężnie dnia następnego. Bolała mnie głowa, ledwo ruszać się mogłem. Zebrawszy wszystkie siły duchowe i fizyczne wykonałem pokraczny ruch, który miał chociażby przypominać próbę powstania na kończyny dolne. Z lekka przechyliwszy się w stronę szafki nocnej, wyprostowałem postawę i delikatnym, niczym baletnica, krokiem powędrowałem w stronę salonu. Tylko świergotało mi w głowie niczym ptak, żem poruszał się lekko. Prawdą był pokraczny chód, który odczuć mogli i mieszczanie z centrum Warszawy, aniżeli subtelny krok, którym przemierzałem fale eteru. Uprzednio ubierając  się w mundur i zakładając perukę, usiadłem wreszcie przy mym potężnym stole. Służba niezwłocznie podała wyśmienite jadło. Podczas spożywania słuch mój wyciągał dźwięki wskazujące na uprzątnięcie bałaganu, który spowodowałem. Nie zmartwiłem się tym jednakże zbytnio, gdyż za to jest im płacone, aby sprzątali należycie po nienależytym. Wtem do drzwi dębowych, ciężkich niczym tur, zastukał ktoś antabą mocniej niż kiedykolwiek. Rozkazałem, aby Maria, ma służąca, otworzyła podwoje. Oczom mym ukazał się poseł ubrany w czerwony frak i białą koszulę oraz mleczne spodnie włożone w czarne, wysokie obuwie. Przeszedłszy próg mego dworu niezwłocznie dopadł do mnie. Przekazał list z pieczęcią i wyszedł równie szybko, jak wszedł. Zerwawszy pieczęć, rozłożyłem list, wcześniej rozkazując wyjść z salonu służbie. Do tej pory ciało me przechodzą dreszcze, a i gęsia skóra ukazuje się na mych kończynach. Krótko omawiając treść listu: wezwanie do samego króla, Jego Wysokości Stanisława Augusta Poniatowskiego w sprawie służby oficerskiej.
Awans na oficera kawalerii Gwardii Konnej zobowiązuje mnie do najwyższego poddaństwa mej Matce Polsce oraz Bogu Jedynemu. Dzień ten zapamiętam do końca mego żywota, wszakże chyba pierwszym przypadkiem jest listowne powiadomienie o nadaniu stopnia i spotkaniu przez samą głowę państwa. Wartym dopisania jest również to, iż zyskuję ten stopień za bohaterstwo w walce oraz patriotyczną postawę, wszakże już wiele bitew i bohaterskich czynów jest za mną. Niechaj Boży krzyż oświetla mi ścieżkę służby oficerskiej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Watra wędrownicza

Obrzydzenie

Droga krzyżowa