Director Dei

"A mogło być tak pięknie!" - jakżeż często słowa te dobijają się do mych uszu, kiedy nadaję sprawom tor inny, niżby ich właściciele chcieli. Niczym reżyser kreuję scenę mego filmu czy spektaklu. W żadnym razie aktorzy nie są zaangażowani i podporządkowani - niesforność to  ich wiodąca cecha, z którą nie sposób jest im prowadzić żywot na smyczy porządku. Jaka żałość otacza me serce Stwórcy wszystkiego co żywe i nieżywe, kiedy ci, których stworzyłem, bąkają pustymi sloganami, czy wywołują wszystkie demony tego świata. Czasami i na mnie niosą się bluzgi i oszczerstwa. Nie razi mnie to w żadnym wypadku. Jak mogłoby, skorom jest istotą Boską? Rozchodzi się tutaj o coś innego - szacunek do swego Mistrza, bo tak przykazano. Szacunek do tego, kto stworzył, bo to dzięki niemu teraz aktor ten może bluzgać. A nie powinien. Bo po cóż złość, po cóż nienawiść, skoro radować się ów artysta może, a te negatywne emocje tylko mu przeszkadzają w smakowaniu życia sztućcami radości. Credem ludzkim winno być chociażby "carpe diem", niźli wprowadzenie do swego ziemskiego bytu sentencji "damnat quod non intellegunt" ("potępiają, czego nie rozumieją"). Zrozumieć mnie co prawda nie można, niemniej jednak mam tutaj na myśli potępienie tego, do czego chociażby ręki nie wyciągnięto. Uczyniłem człowieka na swoje podobieństwo. I co z tego, skoro zaprzepaścił on to setki lat temu? Po cóż były me wysiłki, ma dobroć, me serce, skoro ci, których stworzyłem, mają odwagę odwrócić się ode mnie bez strachu przed mą złością. Bo dobrze wiedzą, że ręka ma, niby karząca, jednak już tak nie ukarze,  jak podczas potopu. Już nie wystawi na taką próbę jak Abrahama. Nie rzuci takich plag jak w Egipcie ani nie ześle anioła śmierci, aby zabić tych, którzy niegodni są życia. Lud mój niewierny, łgający, wręcz plugawy, momentami woli wierzyć w bożków albo w nic nie wierzyć, aniżeli mnie sławić. Wszędzie, gdzie piszę o ludzie mym negatywnie, mowa jest o tych, którzy Mnie odrzucili. Wiersz następujący spisałem podczas pewnego żalu gorzkiego.

"Sami sobie są panami, sami tworzą swoje niebo,
lecz nie mają wiedzy o tym, że Boga na to potrzeba.
Albo mają, ale wolą ignorancję swą bezprawną,
odkrytą, zbadaną, przykładami zła opisaną.
Ale cóż ja zrobić mogę,
skoro lud mój mnie nie kocha,
nie chce mnie, nie chce Syna Mego,
ani choćby drzewa oliwnego.
Nie chce darów z mojej ręki,
nie chce rady z moich ust,
po cóż ja ich tu stworzyłem,
przecież są niczym mur. 
Na cóż dałem im swój wzór?"

Słowa te, zdawałoby się ignoranckie, odzwierciedlają byt ludzki na Ziemi. Złym ruchem z mej strony byłoby zbieranie wszystkich do jednego worka. Wszakże wielu jest takich, którzy sławią Mą osobę. Im będzie dana nagroda w niebie. Ale tym, którzy tego nie czynią, zabrane będzie to, co mają, i nie dane im będzie to, co dostać mieli.
Wobec ludu mego czas wyciągnąć konsekwencje. Czas, aby nastąpiła Apokalipsa. Aby każdy zobaczył swe grzechy. Ale wtedy nie będzie już czasu na oprzytomnienie, a jedynie na katusze w ogniu piekielnym. Ja dawałem im znaki wszędzie, gdzie tylko było mi dane. Każdy, nawet najmniejszy, winien być odczytany, skoro są oni tak wielcy, za jakich się uważają. Nie sposób odczytać wszystkie, wszakże nie są oni Mną, aby rozpoznać te najskwapliwiej ukryte, niemniej jednak część tych, które im dałem, nie są zbyt skomplikowane lub też niejasne. Jednakże nie. Po cóż nawrócić się, po cóż padać na kolana i powiedzieć: "Boże Wszechmogący, Stwórco Nieba i Ziemi, Ojcze Wszechwieczny i Wszechwiedzący, przebacz swemu grzesznemu słudze, albowiem zgrzeszył on przeciw Tobie", skoro można urządzić karnawał podczas postu i ujeżdżać beczkę z łbem prosięcia nabitym na kopię, balować, tańczyć, obżerać się, powiększając swe tłuste brzuszyska. Na nic kapłani, papieże, inkwizycja, mnisi, czy krzyżowcy. Obcy im jest wzór cnót rycerskich. Wolą oni umrzeć w fałszywej radości, jeszcz chwilę temu wlewając w siebie drogie wino, niźli spocząć spokojnie w trumnie, uprzednio odmawiając modlitwę. "Memento mori" mówi maksyma. Zdaje się, że aktorzy zapomnieli o tej sentencji. Wolą za to krzyczeć "A mogło być tak pięknie", kiedy w końcu spadnie na nich jakaś kara, pozbawiając ich tego, co materialne, więc nieważne w dłuższejperspektywie. Zamiast oddawać się rozmowe ze Mną, wolą bluzgać na wszystkie strony językiem nieczystym i porozumiewać się z demonami, bo tak im do śmiechu, kiedy o Mnie słyszą. Kara dla nich jest już bliska. Bliższa, niż ktokolwiek sobie to wyobraża.
Ci zaś, którzy czynią jak im przykazałem, radują się każdą chwilą spędzoną na rozmowie ze mną, bo przyjęli mą przyjazną rękę, którą przecież wyciągnąłem do wszystkich. Skrzętnie dotrzymują postu, kładą datki, miłują bliźniego i biegną każdemu z pomocą niczym miłosierny Samarytanin. Cieszą się bardziej, kiedy dają, niż kiedy dostają. "Beatius est magis dare quam accipere" po raz kolejny sentencja może potwierdzić Me słowa. Łacina znana przecież doskonale tym uczonym, którzy chcą objąć mnie rozumem i zrobić wszystko, aby udowodnić, że Mnie nie ma.
Zdawać by się mogło, że Bóg nie może być wyprowadzony z równowagi. Niektórzy sądzą, że nie mają kresu me nerwy. Nie jestem w stanie dłużej znosić niszczenia tego, co stworzyłem w sześć dni, siódmego odpoczywając. Nie po to niszczyłem wieżę Babel, aby teraz lud już nawet nie chciał do mnie sięgać z pychy, a po prostu zapomnieć o mnie. Żal ściska me serce ogromne niczym Tabor i kochające niczym Matka Boża, albowiem widzę, jak dzieci moje biją się nawzajem, ranią, krzywdę sobie przeogromną czyniąc, a potem chwalą to, nie zważając na ofiary swych wybryków. Chyba tylko Syn mój może przywrócić porządek, zstępując powtórnie z Nieba.
Nawet niektórzy ci, którzy winni dawać wzór, czynią na przekór powołaniu, albowiem zwabił ich anioł upadły w swe objęcia, a ci oddali mu się jak nierządnice w Sodomie i Gomorze. Dla tych nie będzie przebaczenia, albowiem zawsze wyciągałem do nich swą dłoń, ale ci nie chcieli jej dostrzec mimo swej rzekomej wiary i cnoty, porównywanej przez nich samych do rycerskiej.
Nie chcę czynić tak, aby dzieci Moje, nawet te najgorsze, zaznały kąpieli we wrzącym oleju piekielnym, ale nie mogą ciągle cierpieć dobrzy, którzy ze wszystkich stron atakowani są grzechem. Ileż można sprawdzać ich wiarę. Już niedługo zstąpienie Syna Mego. Wtedy znów będzie można zasłyszeć wśród przerażonych grzeszników słowa "A mogło być tak pięknie!". I będą one prawdą, albowiem lud Mój sam sobie zawinił, grzesząc w Edenie, a następnie niszcząc to, co stworzyłem na Ziemi, odrzucając Dekalog na rzecz czynów niecnych. Dosyć tego. Czas na Apokalipsę.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Watra wędrownicza

Obrzydzenie

Droga krzyżowa