Tempore

Czas. Wszystko opiera się właśnie na nim. Konstrukcja społeczeństwa ludzkiego zbudowana jest na czasie. "Czas, czas, nie czeka na nas" - cytat ten jest pełen smutnej prawdy. Jeżeli ktoś nie spełni swoich marzeń w tym momencie, być może nie spełni ich już nigdy. Każdy dzień przybliża nas do daty śmierci. Każda sekunda zbliża nas do  momentu, kiedy będziemy musieli odejść z tego świata. Świata opartego na czasie.
     Zegar wiszący na ścianie stukał. Przewód słuchowy Gniewomira drżał. Niespokojnie spoglądał za okno.
- Pięć, cztery, trzy... - odliczał Gniewomir. - Dwa, jeden, zero, stop. Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden, stop. Dziesięć sekund z życia mniej. Czyżby to było moje przeznaczenie? Ja, naczelny obrońca tego miasteczka, dumnie zwącego się Chocianowem,  mam siedzieć tutaj i odliczać sobie czas do śmierci? Być może... - pomyślał.
Gniewomir ociężale wstał. Wszytkie stawy strzeliły. Zachwiawszy się, wykonał krok. Jeden, drugi, trzeci. Od okna dzieliło go pięć metrów. Czwarty, piąty, szósty. Wyjrzał wreszcie za okiennicę swego domostwa. Mróz. Wszystko było pokryte lodem. Zaspy śnieżne zalegały na placach, podwórzach, skrzyżowaniu chocianowskich ulic. Sople lody bystro połyskiwały ze zmrożonych dachów. Zdawało się, iż chciały rzec:
- Jesteśmy piękne i zabójcze. Niczym róża, która jest w stanie uwieść każdego człowieka, jednakże przy zbyt bliskim kontakcie i nieostrożności wbija swe kolce w jego miękką tkankę.
Rozległo się walenie w drzwi.
- Milicja! - mówił zimny głoś pełen nienawiści. Stwarzał on niesamowity ból. Bombardował bezlitośnie bębenki słuchowe.
Gniewomir podążył w stronę drzwi. Otworzywszy je znieruchomiał. W otoczeniu dwóch, rosłych milicjantów stał stary człowiek. Siwe wąsy i broda dodawały otuchy oczom Gniewomira, które otrzymały już informacje o okropnym głosie milicjanta. Monokl połyskiwał w świetle lampy. Brunatny kapelusz i płaszcz, komplet chciałoby się żec, napawał ciepłym uczuciem. Pomimo tego zacnego i przyjemnego wizerunku Gniewomir się wystraszył. Znieruchomiał niczym zamrożony bezlitosnym lodem, który bezwględnie kończy żywot wszystkich tych, którzy są niespełna rozumu.
    Starszy człek, wyjąwszy beżowe puzderko, rzucił wzrok wprost na źrenice Gniewomira. Wyciągnąwszy pozłacany zegarek szwajcarski z wieloma tarczami, pokazał go obrońcy Chocianowa.
- Wróciłem Gniewomirze. Mam zamiar naprawić czas, a ty i twój Chocianów mi w tym pomożecie. Pamiętaj, że obiecałeś mi pomoc w każdej sytuacji. Uczyniłeś tak, gdyż uratowałem cię z pułapki czasowej. Dobrze wiesz, że pod powierzchnią Chocianowa znajduje się epicentrum całego tego szaleństwa, a ja mam zamiar położyć temu kres. Czy tego chcesz, czy nie. Przygotuj się. Wyruszamy za godzinę. Od teraz.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Watra wędrownicza

Obrzydzenie

Droga krzyżowa