Trzy konie! Trzej jeźdźcy! Kawalerzystów chwała Polano, polano, polano - polaną pod kopyt działa! Galopują! Galopują śród butelkowej zieleni małkowskiego blasku Szarżują! Nie łatwo pędzić jest po ziemskim piasku! Jeźdźcy Ognia! Wszędzie dom jest tam, gdzie ostrogę swą postawią Panowie Płomieni! Ciepło rozprzestrzenia się wśród skutych lodem skał Wędrowcy Boga! Zatrwożone, skaliste serca samymi sobą błogosławią Najdzielniejsi z dzielnych! Ich miecze twardsze niż damasceńska stal Książęta Malachitu służą królestwom Ziemi Pomarańczowe Buki kładą się w doliny Zegarmistrzowie Światła kręcą własne Zegarki Żadnego z nich nie kuszą ciepłe pościeliny Zieloni Wędrowcy hartują ciało ogniem Wędrowcy ogniści myślą nad światem swym Światowi podróżnicy szukają ścieżek Boga To On wskazuje im drogę wśród zawiłości dni
Zamknij oczy Uspokój oddech Odpręż się... Pojawia się przed tobą trup. Gnije. Odór nieświeżego mięsa uderza w twoje nozdrza. Nie odsuwasz się. Oglądasz z ciekawością. Jego oczodoły wypełnione są larwami. Całe jego ciało jest w larwach. Stoisz dalej. Włosy zamieniły się w szpilki. Spod nich, wbitych w czaszkę, wypływa gęsta, żółta ropa. Widać, że lewa ręka jest wygryziona na łokciu przez gzy. Zwisa. Stopy pokrywa pleśń. Tył ciała zaś odchody. Fetor bijący od postaci zwala z nóg. Ale ty stoisz dalej. Po co? Chodźmy. Nie otwieraj oczu. Pojawia się przed tobą starówka jakiegoś miasta. Stoisz daleko. Coś jest nie tak. Wieża ratusza jest postrzępiona. Nad kamienicami unosi się dym. Słyszysz jęki i krzyk. Podchodzisz bliżej. Wszędzie ranni ludzie. Strażacy walczą z żywiołem. Wielu pożerają języki ognia. Słyszysz strzały. Podchodzisz bliżej. Widzisz lazaret. Nad nim latają muchy. Po ziemi biegają gromady szczurów. Leżą na niej też ciała ludzi. Niektóre osma...
męczy, męczy mnie to wszystko; gdzież jest wymarzone me za oknem rykowisko? gdzież połoniny bieszczad, gdzież strumyk rwący? i bezkres zieleni, wierzchołek szczytu źdźbło głaszczący. ach, już wiem... ono w marzeniach, spoczywa spokojnie na kolanach; z tyłu głowy tli się lekko, niczym deska na błękitnych falach; gdzieś tam mierzwi korę mózgu sobą; i szepcze: "Nie obawiaj się, nie zostaniesz sam, pójdzie ktoś za Tobą"
Komentarze
Prześlij komentarz