Ciemność lęgnie się w nagłej jasności...
Mój Bóg oddalił się, patrzy na mnie zza chmury,
z ciekawością, intrygą, niecierpliwością – stuka w góry
Przez przypadek odłamał się odłamek skalny –
Piechur padł, leży martwy.
Lecz dar nieba nade wszystko, nade życie – wszystko warty.
Wierzę w to, że jest, że śmierć – nie koniec.
Że cierpienie, chaos, smutek – mogą dać niebieskie błonie.
Wierzę sercem, sercem całym, choć nieraz upadam.
Grzechy słabsze, większe, wielkie – dla mojego Boga nie zniewaga.
On wyrozumiały, przebacza grzesznikom,
malowano mu obrazy, setki ikon
A on w sercu, cicho sobie siedzi.
Pardon, teraz zza chmury, moje ruchy cicho śledzi.
Choć nie wyszedł całkiem z głowy, serca ciała,
razem z nową myślą dzieli powierzchnię Dedala
Czasem rozdartym, jak po stracie syna,
lecz nie obwiniam Boga - wszakże nie to jego wina!
Głowa – stała się warsztatem
Serce – przestrzeni ma wiele, jak gdyby między kolumnami Aten
W tych przestrzeniach gnieżdżą się recepty w stylu nowym
na wybitność – ku niej myśli lgną zakute w okowy.
Sokratesie! Platonie! Talesie!
Odkryłem narzędzie, jakiego nie ma żaden człowiek!
Posłuchajcie, proszę
I spróbujcie zrobić to, co powiem...
Zrozum ty, tak, ty.
Żyjesz.
Wynurz się z cieczy życia i spójrz na nie z góry
Patrz ze szczytu, wyłoń głowę ponad chmury
Staw się nad innymi, wysoko, sięgaj wzrokiem
Postaw siebie w centrum świata – jesteś Saurona okiem
Zrozum.
Nie ma znaczenia, czy coś zrobisz, czy nie zrobisz
Czy wstaniesz dziś, czy nie wstaniesz
Czy jesteś świrem, czy to jedynie dzień cię nim czyni
Czy żyjesz, umrzesz, zachorujesz – nie trać chwili
Zrozum.
Ludzie to związki pierwiastków, z chwilowym ledwie cierpieniem
Z chwilowym życiem i każdym tego życia tchnieniem
Przyjąłeś jedynie stworzone przed tobą założenia
Odrzuciwszy je, wejdziesz na drogę wybitności – szybko, jak gdyby od niechcenia
Zrozum.
Uczucia ludzi w skali wszechświata – nic nie znaczą
Oni są układem chlorów, wodorów, węgli, jak drzewa – nic nie znaczą
Nie musisz sprawiać im żadnego cierpienia
Pamiętaj - jesteś tylko pierwiastkiem – nic od ciebie chcieć nie może Ziemia
Zostań wybitnym!
Jeśli tylko chcesz, wyburz swój Partnenon w głowie
Na jego gruzach postaw wieżę, o której chwilę temu mówiłem – "zrób to co powiem"
Lecz pamiętaj – jesteś tylko pierwiastkiem – zgnieść cię może każdy
Zbudowanyś z tego samego, co na niebie nocnym gwiazdy...
Mój Bóg wychodzi zza obłoku bieli
Ciężkim krokiem stąpa w stronę moich źrenic
Wchodzi przez nie, nie pukając, jak do siebie
Jednak z Bogiem w głowie lepiej chodzi się po ziemskim niebie.
"Wszystko stało się jasne" – pomyślałem wtedy,
kiedy gruzy Partenonu zasiedliły nihilijskie mewy
Nihilizmem do końca wszystko to nie było,
lecz wymysłem głowy – mityczną Klio.
Mewy – bo głośną, dobitną chmarą przyleciały na mnie
Ciemnym było to, co jasnym wtedy – marnie
Klio – bo na szczęście historia koła toczy
Dzięki, Jesteś Który Jesteś, na szczęście w porę mi otwarłeś oczy.
Przechodniu, powiedz w swojej własnej Sparcie:
nie dajcie zwieść się pozornej, nagłej jasności!
Zabraniam wam ja, Leonidas, król walczący z samym sobą zażarcie!
Bogów są domeną porywcze skłonności.
z ciekawością, intrygą, niecierpliwością – stuka w góry
Przez przypadek odłamał się odłamek skalny –
Piechur padł, leży martwy.
Lecz dar nieba nade wszystko, nade życie – wszystko warty.
Wierzę w to, że jest, że śmierć – nie koniec.
Że cierpienie, chaos, smutek – mogą dać niebieskie błonie.
Wierzę sercem, sercem całym, choć nieraz upadam.
Grzechy słabsze, większe, wielkie – dla mojego Boga nie zniewaga.
On wyrozumiały, przebacza grzesznikom,
malowano mu obrazy, setki ikon
A on w sercu, cicho sobie siedzi.
Pardon, teraz zza chmury, moje ruchy cicho śledzi.
Choć nie wyszedł całkiem z głowy, serca ciała,
razem z nową myślą dzieli powierzchnię Dedala
Czasem rozdartym, jak po stracie syna,
lecz nie obwiniam Boga - wszakże nie to jego wina!
Głowa – stała się warsztatem
Serce – przestrzeni ma wiele, jak gdyby między kolumnami Aten
W tych przestrzeniach gnieżdżą się recepty w stylu nowym
na wybitność – ku niej myśli lgną zakute w okowy.
Sokratesie! Platonie! Talesie!
Odkryłem narzędzie, jakiego nie ma żaden człowiek!
Posłuchajcie, proszę
I spróbujcie zrobić to, co powiem...
Zrozum ty, tak, ty.
Żyjesz.
Wynurz się z cieczy życia i spójrz na nie z góry
Patrz ze szczytu, wyłoń głowę ponad chmury
Staw się nad innymi, wysoko, sięgaj wzrokiem
Postaw siebie w centrum świata – jesteś Saurona okiem
Zrozum.
Nie ma znaczenia, czy coś zrobisz, czy nie zrobisz
Czy wstaniesz dziś, czy nie wstaniesz
Czy jesteś świrem, czy to jedynie dzień cię nim czyni
Czy żyjesz, umrzesz, zachorujesz – nie trać chwili
Zrozum.
Ludzie to związki pierwiastków, z chwilowym ledwie cierpieniem
Z chwilowym życiem i każdym tego życia tchnieniem
Przyjąłeś jedynie stworzone przed tobą założenia
Odrzuciwszy je, wejdziesz na drogę wybitności – szybko, jak gdyby od niechcenia
Zrozum.
Uczucia ludzi w skali wszechświata – nic nie znaczą
Oni są układem chlorów, wodorów, węgli, jak drzewa – nic nie znaczą
Nie musisz sprawiać im żadnego cierpienia
Pamiętaj - jesteś tylko pierwiastkiem – nic od ciebie chcieć nie może Ziemia
Zostań wybitnym!
Jeśli tylko chcesz, wyburz swój Partnenon w głowie
Na jego gruzach postaw wieżę, o której chwilę temu mówiłem – "zrób to co powiem"
Lecz pamiętaj – jesteś tylko pierwiastkiem – zgnieść cię może każdy
Zbudowanyś z tego samego, co na niebie nocnym gwiazdy...
Mój Bóg wychodzi zza obłoku bieli
Ciężkim krokiem stąpa w stronę moich źrenic
Wchodzi przez nie, nie pukając, jak do siebie
Jednak z Bogiem w głowie lepiej chodzi się po ziemskim niebie.
"Wszystko stało się jasne" – pomyślałem wtedy,
kiedy gruzy Partenonu zasiedliły nihilijskie mewy
Nihilizmem do końca wszystko to nie było,
lecz wymysłem głowy – mityczną Klio.
Mewy – bo głośną, dobitną chmarą przyleciały na mnie
Ciemnym było to, co jasnym wtedy – marnie
Klio – bo na szczęście historia koła toczy
Dzięki, Jesteś Który Jesteś, na szczęście w porę mi otwarłeś oczy.
Przechodniu, powiedz w swojej własnej Sparcie:
nie dajcie zwieść się pozornej, nagłej jasności!
Zabraniam wam ja, Leonidas, król walczący z samym sobą zażarcie!
Bogów są domeną porywcze skłonności.
Komentarze
Prześlij komentarz