Cztery pory roku
Inspirowane "Czterema porami roku" Antonio Vivaldiego
Maszeruję po turecku, ulicą brytyjskich grenadierów,
nieopodal Polka, w jakimś wejściu sprzecza się z gladiatorem.
Pieskie życie prowadzą potomkowie strasznych pułkowników,
spotykam Vivaldiego, idziemy razem w porę.*
Kwitną kwiaty na niebie, a ja razem z nimi,
ludność w potrzebie, zielenią się posili,
rosną kwiaty na skałach, depczę błękit nieba,
nie wiem co się stało, więcej mi trzeba.
Nagle bach! Płomienie! Wszystko staje w ogniu!
Promienie Słońca mordują każdy podmuch!
Energia! Siła! Wokół żółć i kłosy!
Nie ma tutaj miejsca choć dla grama rosy!
Spada deszcz na skały, gasi płomień nieba,
szarzy się ziemia, nie tego mi potrzeba,
czerwień i pomarańcz ranią rośliny,
potem brązem giną, nie ze swojej winy.
Biel... Biel... Wpadliśmy do mleka.
Biel... Biel... Śnieżna podróż czeka.
Biel... Biel... Koc i czekolada.
Chętnie wymrożę siebie i sąsiada.
Przeżyłem to wszystko prawie całkiem sam.
Ja - niziołek, szeroki, czasem "pan".
Wyobraźnią grzeszę, wiedzę jakąś mam.
Zieleń oczu długą rzęsą drąży stal.
Antonio wlał mi do głowy pory roku,
nie jestem lekkoduchem, łatwo tracę spokój,
szanuję tradycję i kocham naturę,
dajcie mi proszę ogień i konfiturę.
Mróz niszczy wszystko. Rozszczepia skały.
Potrafię być zimny. Śnieg jest wspaniały.
Kocham zimowe górskie krajobrazy,
z zimnem chyba mi do jasnej twarzy.
Ciemny blond przypomina wyłysiałe drzewa,
kolor oczu - zieleń miesza błękit nieba.
Ostatecznie zimno wymusza ogień,
który całkiem widocznie niosę w sobie.
*Nawiązania do muzyki klasycznej
Maszeruję po turecku, ulicą brytyjskich grenadierów,
nieopodal Polka, w jakimś wejściu sprzecza się z gladiatorem.
Pieskie życie prowadzą potomkowie strasznych pułkowników,
spotykam Vivaldiego, idziemy razem w porę.*
Kwitną kwiaty na niebie, a ja razem z nimi,
ludność w potrzebie, zielenią się posili,
rosną kwiaty na skałach, depczę błękit nieba,
nie wiem co się stało, więcej mi trzeba.
Nagle bach! Płomienie! Wszystko staje w ogniu!
Promienie Słońca mordują każdy podmuch!
Energia! Siła! Wokół żółć i kłosy!
Nie ma tutaj miejsca choć dla grama rosy!
Spada deszcz na skały, gasi płomień nieba,
szarzy się ziemia, nie tego mi potrzeba,
czerwień i pomarańcz ranią rośliny,
potem brązem giną, nie ze swojej winy.
Biel... Biel... Wpadliśmy do mleka.
Biel... Biel... Śnieżna podróż czeka.
Biel... Biel... Koc i czekolada.
Chętnie wymrożę siebie i sąsiada.
Przeżyłem to wszystko prawie całkiem sam.
Ja - niziołek, szeroki, czasem "pan".
Wyobraźnią grzeszę, wiedzę jakąś mam.
Zieleń oczu długą rzęsą drąży stal.
Antonio wlał mi do głowy pory roku,
nie jestem lekkoduchem, łatwo tracę spokój,
szanuję tradycję i kocham naturę,
dajcie mi proszę ogień i konfiturę.
Mróz niszczy wszystko. Rozszczepia skały.
Potrafię być zimny. Śnieg jest wspaniały.
Kocham zimowe górskie krajobrazy,
z zimnem chyba mi do jasnej twarzy.
Ciemny blond przypomina wyłysiałe drzewa,
kolor oczu - zieleń miesza błękit nieba.
Ostatecznie zimno wymusza ogień,
który całkiem widocznie niosę w sobie.
*Nawiązania do muzyki klasycznej
Komentarze
Prześlij komentarz