Tranzyt II

Zimna posadzka i przestrzelona głowa - zgon.
Leżę w kałuży tętniczej krwi - śmiertelny tron.
Resztka pulsu drzemie w ciele - siła.
Żywię się nadzieją, złudą i nadinterpretacją - kiła.

Ściągnęło mi trzewia. Mam ochotę wymiotować.
W głowie jedna myśl - przetrwać, nie skonać.
W głowie jedna myśl - za chwilę będzie po wszystkim.
Ściągnęło mi serce. Czas start. Za chwilę zimny prysznic.

Odliczam. Nerwowo sprawdzam zegarek w głowie.
Co chwilę, jakby miało to coś zmienić - wyświetlić to, co powiem.
Nadal mam ściśnięte trzewia i serce. Teraz jeszcze gardło.
Za chwilę wyrok. Jeszcze chwilę. Jeszcze ostatnie tango.

Ruch sznurków. Powstaję na nogi. Wykonuję krok.
Zgodnie z planem idę. Nade mną piętrzy się myśli strop.
Dochodzę do miejsca przeznaczenia. Czekam... Chwila westchnienia...
i jest. Za chwilę. Rośnie we mnie wszystko, gotuje. Tchnienie. Strach czuję.

Zbliża się...
Jeszcze na chwilę zbywam...
Wraca... warunki nie sprzyjają...
Teraz.

Strzał.
... padlina.

I choć myślałem, że doznam ulgi,
(po egzekucji wszystko przecież znika),
nie miałem racji, ciągle boli,
miano przegranego zamiast pomnika.

Wiesz, co mi zostało?
Resztka relacji, bezpłciowe "dobranoc",
tęsknota, smutek, żal i łzy,
stracona nadzieja, wściekłość,
obnażone kły.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Watra wędrownicza

Obrzydzenie

Droga krzyżowa