Tranzyt
Wyszedłem po tranzyt. Słyszałem o cudach.
Opowiadali. Że się uda, że uda.
Już blisko, wskakuję po schodkach na stację, z torów,
zamieram
czuję ołów.
Rozpala. Rozpala serce na nowo.
Trafił. Jak kowal młotem - "cierp podkowo".
Zmieszany, w krwi i zdruzgoceniu,
powoli usiadłem pośród filarów brudnych cieniów.
Ciepło. Miłe ciepło roztacza się po ciele.
Mimo przerwania strzałem tętnic - żyję.
Dusza wciąż kuleje. Kuleje i...
deja vu. Brama. Otwieram sny.
Widzę. Wiele zdarzeń przemyka mi przed oczami,
czuję dotyk, zapach, śmiech i płacz.
Siadam za saniami.
Mknę. Mknę, aby znaleźć ich źródło.
Zaraz... przecież ono obok mnie. Truchło.
Reanimacja? Bez szans. Linia prosta.
Pozostaje ciemny dźwięk westchnienia.
Ale jeszcze drapie. Jeszcze walczy, zadaje rany.
Bez rozkazu. Partyzancko. Konflikt dawno rozegrany.
Tak czy siak.
Budzę się. Dotykam piersi. Dłoń jest wilgotna.
Karmazynowa czerwień. Oblizuję dłoń.
Smak? W smaku okropna. Ale liżę dalej.
Godzę się ze śmiercią. Strzał w skroń.
Cisza. Bezszelestna cisza, będąca marzeniem.
Zaraz znowu ktoś przerwie. Zaraz znowu...
wróci cierpienie.
Opowiadali. Że się uda, że uda.
Już blisko, wskakuję po schodkach na stację, z torów,
zamieram
czuję ołów.
Rozpala. Rozpala serce na nowo.
Trafił. Jak kowal młotem - "cierp podkowo".
Zmieszany, w krwi i zdruzgoceniu,
powoli usiadłem pośród filarów brudnych cieniów.
Ciepło. Miłe ciepło roztacza się po ciele.
Mimo przerwania strzałem tętnic - żyję.
Dusza wciąż kuleje. Kuleje i...
deja vu. Brama. Otwieram sny.
Widzę. Wiele zdarzeń przemyka mi przed oczami,
czuję dotyk, zapach, śmiech i płacz.
Siadam za saniami.
Mknę. Mknę, aby znaleźć ich źródło.
Zaraz... przecież ono obok mnie. Truchło.
Reanimacja? Bez szans. Linia prosta.
Pozostaje ciemny dźwięk westchnienia.
Ale jeszcze drapie. Jeszcze walczy, zadaje rany.
Bez rozkazu. Partyzancko. Konflikt dawno rozegrany.
Tak czy siak.
Budzę się. Dotykam piersi. Dłoń jest wilgotna.
Karmazynowa czerwień. Oblizuję dłoń.
Smak? W smaku okropna. Ale liżę dalej.
Godzę się ze śmiercią. Strzał w skroń.
Cisza. Bezszelestna cisza, będąca marzeniem.
Zaraz znowu ktoś przerwie. Zaraz znowu...
wróci cierpienie.
Komentarze
Prześlij komentarz