Tunel
Idę.
Tunel jest ciemny.
Idę.
Ani jednej lampy.
Idę.
Czuję chłód.
Idę.
Śmierć.
Idę.
Strach.
Idę.
Już niedaleko.
Wciąż idę...
Przewiesiwszy przeznaczenie przez plecy, idę.
Czuję je, mam, stoi nade mną, ktoś lub coś, idę.
Masz na plecach prezent od tego, w co wierzysz, i idziesz.
Misja.
Zadanie.
Powinność.
Masz je.
Każdy ma.
Już blisko.
Biegniesz.
Bardzo blisko.
Biegniesz.
Czujesz powiew wiktorii na karku.
Biegniesz.
Wypełniasz przeznaczenie. Jesteś wolny.
Ale mimo to odchodzisz ze spuszczoną głową.
Śmierć.
Spotykasz ją w tej pierwszej sekundzie po wykonaniu przeznaczenia.
Zagląda ci głęboko w oczy. Jesteś sam. Bez celu.
Zimnymi, stalowymi palcami łapie za czaszkę.
Podnosi wysoko.
Wysoko.
Wyżej.
Jeszcze wyżej!
Upuszcza cię.
Uderzasz głową o beton.
Krew rozbryzguje się na wszystkie strony.
Twój mózg wypływa, razem z nim białka oczu.
Źrenice ledwie zauważalnie migoczą.
Jeszcze masz czas. Jeszcze masz kilka sekund.
"Nie ma szans na ratunek, rdzeń kręgowy przerwany, mózg w kawałkach".
Wydłużasz je do minut.
"Dajcie spokój, po nim".
Szybko znajdujesz nowy cel.
"No, kolego, powodzenia na ostatniej drodze".
Koniec. Zdążyłeś.
Droga jest ważniejsza od punktu do którego dążysz.
To na niej rodzą się kolejne punkty.
Kiełkują kolejne litery alfabetu.
Idziesz od A do B, ale nagle okazuje się, że idziesz od A do Z.
Wszystko ulega przesunięciu.
Stajesz się lepszy.
Pokonujesz więcej przeszkód.
Wygrywasz z okolicznościami.
Topisz wrogów w ich osoczu.
Dochodzisz do celu.
Zbierasz laury.
I... koniec.
Bezszelestny.
Cichy.
Żałosny.
Tunel jest ciemny.
Idę.
Ani jednej lampy.
Idę.
Czuję chłód.
Idę.
Śmierć.
Idę.
Strach.
Idę.
Już niedaleko.
Wciąż idę...
Przewiesiwszy przeznaczenie przez plecy, idę.
Czuję je, mam, stoi nade mną, ktoś lub coś, idę.
Masz na plecach prezent od tego, w co wierzysz, i idziesz.
Misja.
Zadanie.
Powinność.
Masz je.
Każdy ma.
Już blisko.
Biegniesz.
Bardzo blisko.
Biegniesz.
Czujesz powiew wiktorii na karku.
Biegniesz.
Wypełniasz przeznaczenie. Jesteś wolny.
Ale mimo to odchodzisz ze spuszczoną głową.
Śmierć.
Spotykasz ją w tej pierwszej sekundzie po wykonaniu przeznaczenia.
Zagląda ci głęboko w oczy. Jesteś sam. Bez celu.
Zimnymi, stalowymi palcami łapie za czaszkę.
Podnosi wysoko.
Wysoko.
Wyżej.
Jeszcze wyżej!
Upuszcza cię.
Uderzasz głową o beton.
Krew rozbryzguje się na wszystkie strony.
Twój mózg wypływa, razem z nim białka oczu.
Źrenice ledwie zauważalnie migoczą.
Jeszcze masz czas. Jeszcze masz kilka sekund.
"Nie ma szans na ratunek, rdzeń kręgowy przerwany, mózg w kawałkach".
Wydłużasz je do minut.
"Dajcie spokój, po nim".
Szybko znajdujesz nowy cel.
"No, kolego, powodzenia na ostatniej drodze".
Koniec. Zdążyłeś.
Droga jest ważniejsza od punktu do którego dążysz.
To na niej rodzą się kolejne punkty.
Kiełkują kolejne litery alfabetu.
Idziesz od A do B, ale nagle okazuje się, że idziesz od A do Z.
Wszystko ulega przesunięciu.
Stajesz się lepszy.
Pokonujesz więcej przeszkód.
Wygrywasz z okolicznościami.
Topisz wrogów w ich osoczu.
Dochodzisz do celu.
Zbierasz laury.
I... koniec.
Bezszelestny.
Cichy.
Żałosny.
Komentarze
Prześlij komentarz